homilia abpa jędraszewskiego tekst
Homilia wygłoszona przez abpa Marka Jędraszewskiego w Wielki Czwartek, podczas Mszy Krzyżma Świętego dla Archidiecezji Krakowskiej w Sanktuarium Bożego Miłos
- Bogu dziękujemy właśnie za tę szczególną obecność Przenajświętszej Dziewicy i Matki w znaku Matki Bożej Płaszowskiej. Chcemy, aby to miejsce było nawiedzan
Homilia abpa Jędraszewskiego. Obszerne fragmenty ważnej homilii abpa Marka Jędraszewskiego wygłoszonej 15 sierpnia 2020 w Ossowie podczas uroczystej mszy w dniu setnej rocznicy zwycięskiej Bitwy Warszawskiej. | 100 rocznica zwycięskiej Bitwy Warszawskiej.
2.1K views, 51 likes, 8 loves, 0 comments, 28 shares, Facebook Watch Videos from EWTN Polska: BOŻE MIŁOSIERDZIE. Homilia wygłoszona przez abpa Marka Jędraszewskiego podczas uroczystej Mszy Świętej
Abp Marek Jędraszewski przewodniczył Pielgrzymce Rodzin do Pabianic. Spotkanie odbyło się 14 października już po raz XVII. Metropolita łódzki wygłosił homili
Online Bekanntschaft Meldet Sich Nicht Mehr. – “Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów” – mówił słowami Jana Pawła II abp Marek Jędraszewski w katedrze na Wawelu podczas Mszy św. z okazji 40. rocznicy podpisania porozumień sierpniowych, 31 sierpnia 2020 roku. Wideo —> Archidiecezja Krakowska: Abp Marek Jędraszewski w 40-lecie podpisania Porozumień Sierpniowych: Musimy być mocni! – Na monolicie imperium zła pojawiła się śmiertelna dla niego szczelina. Wszechwładnie panujący dotąd system totalitarny w sposób istotny został naruszony – powiedział na początku homilii arcybiskup, porównując podpisanie porozumień gdańskich do Cudu nad Wisłą. – Dla wielu uczestników tego wydarzenia, dokonującego się w Sali BHP, a także dla jego, dzięki radiowęzłowi, słuchaczy nie ulegało żadnej wątpliwości, że stawali się świadkami dokonującego się na ich oczach cudu. Cudu, który zaczął się 14 sierpnia w postaci strajku, jaki wybuchł w Stoczni Gdańskiej w związku z dyscyplinarnym zwolnieniem z pracy Anny Walentynowicz – przypomniał metropolita i podkreślił, że fenomen „Solidarności” znajduje swoje źródło w nadziei pokładanej w Bogu. – Religijne obrazy ze Stoczni zadziwiały cały świat. Łamały marksistowskie dogmaty o przodującej klasie robotniczej, która już dawno wyparła się Boga – mówił. Posłuchaj homilii abpa Marka Jędraszewskiego z 31 sierpnia 2020 roku: Arcybiskup zauważył, że pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny z 1979 roku sprawiła, że Polacy uwierzyli w moc Ducha, o którego zstąpienie papież prosił Boga na zakończenie homilii na Placu Zwycięstwa w Warszawie. – Uczestnicy wydarzeń w Sali BHP z 31 sierpnia 1980 roku byli świadkami cudu, a zarazem dokonującej się w nich radykalnej wewnętrznej przemiany. Tego dnia głoszona przez marksizm-leninizm bezwzględna walka klas padała na bruk w obliczu poczucia braterskiej solidarności, pisanej przez duże i małe „s”. Solidarność niezwykle szybko rozlewała się na cały kraj. Wkrótce przyjęła kształt 10 milionów osób zapisanych do NSZZ „Solidarność”(…). Siłą „Solidarności” stała się przedziwna nadzieja, że tym razem – w zupełnie innym sensie niż to, co śpiewano w „Międzynarodówce” – uda się ruszyć z posad komunistyczną bryłę świata – zaznaczył. Metropolita podkreślił, że pielgrzymka z 1979 roku spotkała się z ogromnym entuzjazmem całego narodu i zwrócił uwagę na dwa przemówienia, jakie Ojciec Święty wygłosił wtedy na Okęciu i w Belwederze. – Trzeba wracać do tych tekstów, by zrozumieć jego zamysł, i aby w ich świetle odczytać to wszystko, co stało się treścią zapisów porozumień gdańskich – przekonywał i wyjaśnił, że celem papieskiej wizyty było umocnienie jedności w Polakach. – To się spełniło w słowie „Solidarność” – mówił arcybiskup i zaznaczył, że Jan Paweł II nakreślił słuchającym go wiernym wizję Polski, która składała się z pięciu wymiarów: religijnego, osobistego, żywej tradycji narodowej, europejskiego i kościelnego. Dodał, że Ojciec Święty upominał się o suwerenność i właściwe rozumienie historii Polski, a także podkreślił ogromną rolę Kościoła w Polsce. Papież mówił w Belwederze: „Historia Polski potwierdziła to w wybitnym stopniu, że Kościół w naszej Ojczyźnie starał się na różnych drogach o wychowanie wartościowych synów i córek narodu, dobrych obywateli, pożytecznych i twórczych pracowników w różnych dziedzinach życia społecznego, zawodowego, kulturalnego. Płynie to z podstawowej misji Kościoła, który wszędzie i zawsze zabiega o to, aby uczynić człowieka lepszym, bardziej świadomym swej godności, pełniej oddanym swoim zadaniom życiowym, rodzinnym, społecznym, patriotycznym. Aby uczynić go ufnym, mężnym, świadomym swoich praw i obowiązków, społecznie odpowiedzialnym, twórczym i pożytecznym”. Metropolita przypomniał, że w czasie strajków na Wybrzeżu, Jan Paweł II skierował list do prymasa Stefana Wyszyńskiego, w którym pisał: „Modlę się, by raz jeszcze Episkopat z Prymasem na czele (…) mógł wspomóc naród w jego walce o chleb powszedni, sprawiedliwość społeczną i w obronie jego nienaruszanych praw do własnego życia”. Po wprowadzeniu stanu wojennego, 13 grudnia 1981, Jan Paweł II, w ramach audiencji generalnych i modlitwy Anioł Pański, wielokrotnie upominał się o prawo do istnienia „Solidarności”, a jego pielgrzymka do Polski w 1983 roku odbywała się pod hasłem „Pokój tobie Polsko, Ojczyzno moja!”. – Był z „Solidarnością”, czuł, co Polskę stanowi i modlił się, aby to trwało – podsumował metropolita. W dalszej części homilii, arcybiskup przeanalizował kluczowe z 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, niezależność, wolność słowa, wolność religijną, wolność przekonań, solidarność ze skrzywdzonymi, godność, równość wszystkich Polaków. – Wracamy raz jeszcze do słów papieża – kontynuował metropolita – Ojciec Święty mówił: „Pozwólcie, (…) że będę dobro [Polski] nadal uważał za moje dobro, że będę tak samo głęboko odczuwał mój udział w nim, jakbym nadal mieszkał na tej ziemi i był obywatelem tego państwa. I z taką samą też – a może nawet jeszcze powiększoną przez oddalenie – siłą będę odczuwał nadal wszystko to, co mogłoby Polsce zagrażać, szkodzić, przynosić jej ujmę, co mogłoby oznaczać zastój czy załamanie. Pozwólcie, że nadal będę tak odczuwał, tak myślał, tak życzył, o to się modlił. Przemawia do was syn tej samej Ojczyzny”. Arcybiskup zwrócił uwagę, że kiedy papież zauważył, że w latach 1989-1990 odchodzi się od ideałów „Solidarności” i na krzywdzie robotników wielkich zakładów pracy oraz pracowników PGR-ów tworzy się tzw. „Polska liberalna”, podczas swojej pielgrzymki do Ojczyzny w 1991 roku przypominał o fundamentach „Polski solidarnej”, opartej na Dekalogu: na upomnieniu się o właściwe miejsce dla Boga w życiu społecznym, narodowym i państwowym, na sprzeciwie wobec aborcji, na obronie małżeństwa i rodziny. Odwołał się również do słów, które papież wypowiedział 9 czerwca 1979 roku na krakowskich Błoniach: „Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą, którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary! Musicie być wierni! Dziś tej mocy bardziej wam potrzeba niż w jakiejkolwiek epoce dziejów. (…) Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry, mocą tej wiary, nadziei i miłości świadomej, dojrzałej, odpowiedzialnej, która pomaga nam podejmować ów wielki dialog z człowiekiem i światem na naszym etapie dziejów – dialog z człowiekiem i światem, zakorzeniony w dialogu z Bogiem samym: z Ojcem przez Syna w Duchu Świętym – dialog zbawienia. (…) Gdy jesteśmy mocni Duchem Boga, jesteśmy także mocni wiarą w człowieka – wiarą, nadzieją i miłością: są one nierozerwalne i jesteśmy gotowi świadczyć sprawie człowieka wobec każdego, któremu ta sprawa prawdziwie leży na sercu. Dla którego ta sprawa jest święta. Który pragnie jej służyć wedle najlepszej woli. Więc nie trzeba się lękać!”. – Te słowa są ważne dla nas dzisiaj, kiedy ma miejsce legalna, w myśl prawa, eugeniczna aborcja. W obliczu coraz bardziej agresywnej ideologii gender i ideologii LGBT oraz niektórych niebezpiecznych zapisów w Konwencji Stambulskiej. Kiedy za wszelką cenę należy wychowywać młode pokolenia Polaków w duchu wrażliwości na obiektywną prawdę i autentyczną wolność. Gdy tak ważna jest prawdziwa ludzka solidarność oparta na prawdzie, wspólnym dobru i na Bożym prawie. Drodzy Siostry i Bracia, musimy być mocni! – zakończył. Na zakończenie Mszy św. Metropolita Krakowski poświęcił sztandar Podzakładowej Komisji NSZZ Solidarność przy Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Krakowie. Na sztandarze widnieje wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i słowa ks. Jerzego Popiełuszki: „Solidarność zrodziła się z krzywdy robotników, ale zrodziła się także na kolanach i modlitwie milionów ludzi, którzy z Bogiem przemienili świat i Ojczyznę”. #AbpMarekJędraszewski w 40. rocznicę podpisania porozumień sierpniowych: Gdy tak ważna jest prawdziwa ludzka #solidarność oparta na prawdzie, wspólnym dobru i na Bożym prawie, drodzy siostry i bracia, musimy być mocni!⤵️#Solidarnosc40 — Archidiecezja Krakowska (@ArchKrakowska) August 31, 2020 Info, foto i audio —> Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej: Abp Marek Jędraszewski o cudzie „Solidarności”, jaki rozpoczął się 40 lat temu: Musimy być mocni!
– Wkraczając w nowy rok nasza życiowa wędrówka do domu Ojca zmniejszyła się o całą przestrzeń czasu mierzoną upływem 365 dni. Świadomość tego faktu powinna budzić w nas, z jednej strony, poczucie radości, a z drugiej jeszcze większe poczucie odpowiedzialności za dany nam przez Boga czas – mówił abp Marek Jędraszewski w czasie porannej Mszy św. sprawowanej w kaplicy klasztornej Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach w Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, 1 stycznia 2022 r., transmitowanej przez TVP1. #abpMarekJędrszewski o odpowiedzialności za dany przez Boga czas ⏳⤵️@RadioMaryja @rwatykanskie @NMalopolska — Archidiecezja Krakowska (@ArchKrakowska) January 1, 2022 ♥ Potrzebujesz modlitwy? Dodaj osobistą > intencję lub wspieraj innych modlitwą i postem! Wiara mnoży się przez dzielenie! Podziel się > swoim świadectwem – pomóż innym zbliżyć się do Boga! Zobacz też: • Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi w Watykanie – Homilia papieża Franciszka i modlitwa Anioł Pański • Dobra Nowina: Dwoje słuchaczy – Rozważanie na Uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi, Rok C • Wylosuj Patrona dla siebie na rok 2022! • Orędzie papieża Franciszka na 55. Światowy Dzień Pokoju – 1 stycznia 2022 roku Zobacz fotorelację Biura Prasowego Archidiecezji Krakowskiej: Publikujemy pełny tekst homilii abpa Marka Jędraszewskiego: “Mijają już pierwsze godziny Nowego 2022 Roku. Wczoraj był jeszcze Stary Rok. Choć dzień dzisiejszy w swej istocie nie będzie się zasadniczo różnił od wczorajszego – ponieważ tak samo wzejdzie za chwilę słońce i tak samo za kilka godzin znowu ono zajdzie – to jednak mamy świadomość pewnego przełomu, jaki dokonał się w naszym życiu. Dla jednych będzie oznaczał on tak bardzo upragnione, pełne radości przybliżanie się do pełnoletności, dla innych będzie się wiązał z kolejną wielce znaczącą daną związaną z naszym peselem, wskazującą na nieubłagalne przemijanie. Nie pomogą tutaj żadne zaklęcia i przekonywanie siebie, że w istocie nic się przecież nie zmieniło. Zmieniło się. Jesteśmy starsi o cały rok. W tej sytuacji otwierają się przed nami dwie możliwości. Możemy więc najpierw z ogromnym przygnębieniem powtarzać za jednym z mistrzów dwudziestowiecznego ateistycznego egzystencjalizmu, że „absurdem jest to, żeśmy się urodzili, i absurdem, że umrzemy”. Możemy jednak na fakt wkroczenia w nowy rok spojrzeć zupełnie inaczej: oto nasza życiowa wędrówka do domu Ojca zmniejszyła się o całą tę przestrzeń czasu, mierzoną upływem 365 dni. Świadomość tego faktu powinna budzić w nas, z jednej strony, poczucie radości, a z drugiej jeszcze większe poczucie odpowiedzialności za dany nam przez Boga czas. Z ogromną przenikliwością i mądrością pisał o tym św. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian: „Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła! Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień. (…) Przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa” (Rz 13, 11-13a. 14a). To wezwanie do przyobleczenia się w Pana Jezusa miało dla św. Pawła bardzo konkretne znaczenie, ponieważ chodziło mu o to, aby chrześcijanie w swoim codziennym życiu urzeczywistniali prawdziwą miłość bliźniego, na wzór samego Chrystusa, który „do końca nas umiłował” (por. J 13, 1). Dlatego też Apostoł narodów pisał: „Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13, 8. 10). W dzisiejszej noworocznej liturgii Kościoła te słowa nabierają szczególnego znaczenia. Tego dnia bowiem, 1 stycznia, dokładnie osiem dni po uroczystości Narodzenia Pańskiego, wspomina się i świętuje to, o czym przed chwilą słyszeliśmy w Ewangelii św. Łukasza: „Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie [Matki]” (Łk 2, 21). W ten sposób, dopełniając tego obrzędu, zarówno Maryja, jak i Józef spełnili polecenie Archanioła Gabriela, który obydwojgu, choć w różnym czasie, przekazał ten sam nakaz: „nadasz [Mu] imię Jezus” (por. Łk 1, 31; Mt 1, 21). Imię Jezus znaczy: „Jahwe-Bóg jest zbawieniem”. To zbawienie dokonało się za cenę podwójnej kenozy, czyli ogołocenia i wyniszczenia się Syna Bożego: najpierw gdy przyjął On ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem, a następnie gdy umarł hańbiącą śmiercią na krzyżu. Swój hymn o tym niesłychanym poniżeniu się Syna Bożego, które miało na celu nasze zbawienie, św. Paweł zakończył wspaniałym wyznaniem: „Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca” (Flp 2, 9-11). W ten sposób „zbawienie”, o którym św. Paweł pisał, że „jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli” (por. Rz 13, 12), przyjmuje dla nas bardzo określony kształt: oddając cześć i najwyższy hołd Jezusowi, zginając zatem przed Nim nasze kolana, mamy oddawać chwałę samemu Bogu Ojcu, to znaczy miłować Go całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (por. Mt 22, 37). Nasza miłość wobec Boga Ojca musi być, z jednej strony, pełna dziecięcej ufności, a z drugiej strony powinna mieć na uwadze to, że wszyscy ludzie są Jego dziećmi, zwłaszcza ci, którzy poprzez swoje powołanie i pracę w sposób szczególny poświęcają się dla innych. Wielu takich jest pośród i wokół nas: którzy w szpitalach i domach służą chorym, którzy strzegą naszych granic, którzy czuwają nad naszym bezpieczeństwem, którzy są prawdziwie zatroskani o ocalenie i pogłębianie naszej narodowej tożsamości budowanej na chrześcijańskich fundamentach, którzy zamknięci w klasztorach modlą się za nas. U progu Nowego Roku myśląc z wdzięcznością o każdym z nich z osobna, z najszczerszym uczuciem i wewnętrznym przekonaniem wypowiadajmy więc słowa starożytnego błogosławieństwa, które Bóg Ojciec przekazał Mojżeszowi, aby było wypowiadane z pokolenia na pokolenie nad wszystkimi Jego dziećmi: „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem” (Lb 6, 24-26). Amen” Posłuchaj homilii abpa Marka Jędraszewskiego: Info, foto i audio —> Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej: Abp Marek Jędraszewski w Łagiewnikach o odpowiedzialności za dany przez Boga czas Dołącz do Get Mercy – dziel się dobrem, wspieraj innych modlitwą i postem: Polecamy —> Słowo na dziś: Ewangelia z komentarzem + inspiracja
Mówiłem w homilii o ideologii LGBT, a nie o ludziach. Kościół nie potępia ludzi - Kościół potępia zło. Nie wzywałem w homilii ani do walki, ani do nienawiści - powiedział w czwartek abp Marek Jędraszewski w Radiu Maryja. Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez abp. Marka Jędraszewskiego - poinformował PAP w czwartek Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Złożył je Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez abp. Marka Jędraszewskiego dotyczy słów metropolity, wypowiedzialnych w czwartek, 1 sierpnia w bazylice Mariackiej w Krakowie. Podczas kazania, wygłoszonego w ramach obchodów 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego abp Jędraszewski podkreślił, że to z powstańczych mogił narodziła się wolna Polska. "Trzeba było długo na nią czekać (...) Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa" - powiedział. Jędraszewski odniósł się w czwartek w Radiu Maryja do środowej wypowiedzi lidera Wiosny Roberta Biedronia w Polsat News, który komentował homilię metropolity. "Marzę o tym, by spotkać się z arcybiskupem Jędraszewskim. Żeby powiedział mi prosto w twarz, że jestem tęczową zarazą" - powiedział. Według niego, niektórzy polscy hierarchowie w prowadzeniu nagonki na osoby LGBT "przekroczyli wszelkie granice". Zapewnił, że w czwartek osobiście poprosi o spotkanie za arcybiskupem. "Tego oczywiście nie powiem, dlatego że ja mówiłem o ideologii, a nie o ludziach tę ideologię głoszących. Tutaj trzeba te dwie rzeczy bardzo wyraźnie odróżnić. Bo była ideologia bolszewicka, marksistowska i poszczególni komuniści, którzy za tą ideologią szli. (...) I to jest historia ludzi. A Kościół ludzi nie potępia, potępia zło - także zło, które przyjmuje kształt określonej ideologii - podkreślił hierarcha. Jędraszewski skomentował także artykuł "Tygodnika Powszechnego", opublikowany w zeszły piątek na portalu gazety. "Przesłanie kazania, które 1 sierpnia wygłosił abp Marek Jędraszewski, jest przeciwne nauce Jezusa. Metropolita krakowski wezwał do walki nie z własnym grzechem, lecz z innymi ludźmi" - napisano. "Ja przecież nie wzywałem ani do walki, ani do nienawiści z ludźmi. To jest nieprawda" - podkreślił metropolita. "To pokazuje, jak pewne środowiska w imię swoistego zaślepienia potrafią manipulować oczywistą prawdą, oczywistymi faktami" - ocenił. Dodał, że ma prawo oczekiwać sprostowania i przeprosin. Słowa abp. Jędraszewskiego wygłoszone 1 sierpnia w homilii komentowano w przestrzeni publicznej. Odniósł się do nich prezydent Andrzej Duda, który w piątek w rozmowie z Polsat News powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, iż metropolita "ma ogromny szacunek do człowieka". "Zresztą chyba nikt w to nie wątpi" - zaznaczył prezydent. Według niego hierarcha mówił w czwartek "o pewnym ideologicznym starciu". "I rzeczywiście ze swojego punktu widzenia - filozofa opowiedział się w tym ideologicznym sporze w sposób zdecydowany" - powiedział Duda. Powtórzył, że w słowach abpa Jędraszewskiego chodziło o "ideologię, a nie o ludzi". Duchownego krytykowali z kolei politycy opozycji. Lider Wiosny Robert Biedroń, w związku z atakami na uczestników I Marszu Równości w Białymstoku, napisał list do papieża Franciszka, w którym przekazał "wyrazy głębokiego zaniepokojenia faktem, że przedstawiciele Kościoła Katolickiego w Polsce gloryfikują stosowanie przemocy". Nawiązał w nim także do słów abp. Jędraszewskiego. Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.
Szczegóły Kategoria: Ogłoszenia Utworzono: 23 kwiecień 2017 NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA 2017 WPROWADZENIE Wilno 1934: „Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia” (Dzienniczek, 299). Kraków, 24 września 1936: „Pragnę, aby Święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrz-ności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła miło-sierdzia Mojego. Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną ła-ski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat” (Dzienniczek, 699). Kraków 1936: „Pierwsza niedziela po Wielkanocy jest świętem Miłosierdzia, ale musi być i czyn; i żądam czci dla Mojego miłosierdzia przez obchodzenie uroczyście tego święta i przez cześć tego obrazu, który jest namalowany” (Dzienniczek, 742).Te pragnienia i żądania Chrystusa zostały spełnione w 2000 roku, w Roku Wielkiego Jubileuszu, przez św. Jana Pawła II Wielkiego, który podczas kanonizacji św. Faustyny ogło-sił dla całego Kościoła II Niedzielę wielkanocną jako Święto Miłosierdzia Bożego. Jesteśmy więc zgromadzeni dzisiaj, tutaj, w Bazylice Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewni-kach, gdzie 17 sierpnia 2002 roku Jan Paweł II dokonał uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu, aby także poprzez swoją obecność i modlitwę odpowiedzieć na te pra-gnienia Jezusa, które przed laty objawiał On św. Siostrze Faustynie. Zbliżmy się zatem z po-korą do źródeł miłosierdzia Chrystusowego i szukając w nich ucieczki i schronienia wyznaj-my przed Bogiem nasze grzechy: „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu…”. HOMILIA Żyjemy radością zmartwychwstania. Droga ku tej radości wiodła poprzez ból i mękę, która swój szczyt osiągnęła na krzyżu, gdy umierający Chrystus wołał do Ojca słowami Psalmu 22: „«Eli, Eli, lema sabachthani?», to znaczy «Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?»” (Mt 27, 46). Tą bezbrzeżną skargą Psalmisty Chrystus wziął na siebie cały los człowieka, wszystkie jego udręki i przerażające niekiedy poczucie osamotnienia. Jednakże nie były to Jego ostatnie słowa. Tuż przed śmiercią „Jezus zawołał [bowiem] donośnym głosem: «Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego»” (Łk 23, 46). Były to słowa całkowitego oddania się Bogu. Z tego Jezusowego oddania się wyniknęło Jego ostateczne zwycięstwo. Jak później w swych katechezach głosił św. Piotr, „Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim” (Dz 2, 24a).Po latach, pisząc swój Pierwszy List, św. Piotr będzie wysławiał Boga za to, że zmar-twychwstanie Chrystusa stało się źródłem nadziei chrześcijan na podobne zmartwychwstanie i chwalebne życie w niebie: „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym” (1 P 1, 3-5). Żywa nadzieja, o której pisał św. Piotr, miała i ma swój fundament w pierwszych sło-wach, z którymi Zmartwychwstały Chrystus zwrócił się do Apostołów „wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia” (por. J 20, 19). Były to słowa pokoju. Pokoju wynikającego nie tylko z tego, że zmartwychwstanie Chrystusa uwalnia od lęku przed śmiercią. Pokój Chrystu-sowy wiąże się bowiem również z Jego zwycięstwem nad ludzkimi grzechami, które w swych skutkach groziły wieczną karą w piekle. Jezus mówił bowiem do zebranych w Wieczerniku Apostołów: „«Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam». Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: «Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane»” (J 20, 21-23). Równocześnie Jezus „pokazał im ręce i bok” (por. J 20, 20) – czyli miejsca, w których na Jego ciele w spo-sób szczególny zaznaczyły się ślady męki, będące ceną Jego zwycięstwa nad grzechem i sza-tanem. Tydzień później, dotykając tych miejsc naznaczonych świętymi ranami Chrystusa i wypowiadając słowa: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20, 28), św. Tomasz Apostoł dał przekonujący powód do tego, aby chrześcijańska pobożność mogła wyrażać się błagalną modlitwą: „Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami!”. Tak, świat potrzebuje Chrystusowego zmiłowania! Tak, świat nie może żyć bez Chry-stusowego miłosierdzia! Tak, świat powinien nieustannie wołać do Chrystusa: Kyrie elejson, Panie, zmiłuj się nad nami! Jak słyszeliśmy dzisiaj, św. Jan pisał swą Ewangelię, aby ludzie uwierzyli, „że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym” i aby „wierząc, mieli życie w imię Jego” (por. J 20, 31). Jed-nakże dzieje świata potoczyły się w ten sposób, że w pierwszej połowie dwudziestego wieku powstały państwa, które programowo i systematycznie zaczęły walczyć z chrześcijaństwem. Dokładnie sto lat temu, w 1917 roku, do władzy w Rosji doszli bolszewicy, których przywód-ca głosił, że „religia jest gorzałką dla ludu”. Za tym sformułowaniem kryło się przekonanie, że jak alkohol jest czymś złym, ponieważ pozbawia on człowieka zdolności do trzeźwego myślenia i do twórczego i odpowiedzialnego działania, tak równie złą rzecz jest religia, która odrywa człowieka od zaangażowania w budowę lepszego i bardziej sprawiedliwego świata. W konsekwencji w imię ateizmu, na niespotykaną dotąd w dziejach ludzkości skalę, zaczęły się prześladowania chrześcijan i chrześcijaństwa. W latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku fala przemocy i prześladowań ogarnęła również inne kraje, zwłaszcza Mek-syk i Hiszpanię. Ludzie, którzy w tych krajach doszli do władzy, robili wszystko, aby nikt nie mógł już więcej słyszeć o Chrystusowej Ewangelii ani też nie pragnął dla siebie Bożego miło-sierdzia. Społeczeństwa od wieków kształtowane przez chrześcijaństwo miały teraz zapo-mnieć o Jezusowych słowach: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie” (Mt 11, 28-30).Według piewców ateistycznego stylu myślenia i postępowania, człowiek – w swych pragnieniach i oczekiwaniach – miał sam sobie wystarczyć. W tej samowystarczalności chcie-li oni widzieć szczyt wyzwolenia człowieka i przejaw najbardziej autentycznego humanizmu. Wiemy, do czego ten „humanizm” doprowadził – do bezmiaru okrucieństw, przemocy, poni-żania ludzkiej godności, kontekście tych właśnie wydarzeń należy patrzeć na to, co miało miejsce w 1924 roku, w robotniczej Łodzi: powołanie Helenki Kowalskiej, przyszłej s. Faustyny, do Zgroma-dzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Na przekór wizji świata całkowicie pozbawionego Boga, pod koniec 1928 roku, gdy ustąpiła ciemność w jej duszy, usłyszała cudowne dla niej słowa Chrystusa: „Tyś radością moją, tyś rozkoszą serca Mojego”. Zaraz potem zapisała: „Od tej chwili uczułam w sercu, czyli we wnętrzu, Trójcę Przenajświętszą. W sposób odczuwalny czułam się zalana światłem Bożym. Od tej chwili dusza moja obcuje z Bogiem, jako dziecię ze swych ukochanym Ojcem” (Dzienniczek, 27). Aż do końca swego pielgrzymowania na ziemi, to znaczy do 5 października 1938 ro-ku, Faustyna będzie żyć objęta tym Bożym światłem. W tym świetle ujrzy, jak wielkim nie-szczęściem dla człowieka jest znalezienie się poza jego błogosławionym kręgiem. 16 grudnia 1936 roku zanotowała: „Dzisiejszy dzień ofiarowałam za Rosję, wszystkie cierpienia moje i modlitwy ofiarowałam za ten biedny kraj. – Po Komunii świętej powiedział mi Jezus, że «Dłużej tego kraju znosić nie mogę, nie krępuj Mi rąk, córko Moja». Zrozumiałam: gdyby nie modlitwa dusz miłych Bogu, to by już ten cały naród obrócił się w nicość. O, jak cierpię nad tym narodem, który wygnał z granic swoich Boga” (Dzienniczek, 818). Natomiast 1 stycznia 1937 roku postanowiła sobie: „W dalszym ciągu to samo, to jest – łączyć się z Chrystusem miłosiernym, to jest – jakby Chrystus zrobił w tym a tym, i duchem ogarniać cały świat cały, szczególnie Rosję i Hiszpanię” (Dzienniczek, 861). „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” – pisał św. Paweł Apostoł w Liście do Rzymian (Rz 5, 20b). Siostra Faustyna wiedziała: cały świat, a zwłaszcza Rosja, Meksyk i Hiszpania potrzebują jak nigdy dotąd Bożej łaski, która by obficie rozlała się na zamieszkujące te kraje narody. Dlatego dziękowała Jezusowi, że zechciał wła-śnie ją, niepozorną, słabą i mimo młodego wieku bardzo schorowaną uczynić apostołką i se-kretarką Swego miłosierdzia. 19 grudnia 1936 roku tak oto dziękowała Panu Jezusowi za to swoje szczególne wybranie: „O Jezu najsłodszy, któryś raczył dopuścić mnie nędzną do po-znania tego niezgłębionego miłosierdzia Twego, o Jezu najsłodszy, któryś łaskawie zażądał ode mnie, abym światu całemu mówiła o tym niepojętym miłosierdziu Twoim, oto dziś biorę w ręce te dwa promienie, które wytrysły z miłosiernego Serca Twojego – to jest krew i woda – i rozsiewam na całą kulę ziemską, aby wszelka dusza doznała miłosierdzia Twego, a do-znawszy, wielbiła przez nieskończonego wieki. O Jezu najsłodszy, któryś raczył w niepojętej łaskawości złączyć moje nędzne serce z najmiłosierniejszym Sercem swoim, otóż Twoim własnym Sercem wielbię Boga Ojca naszego tak, jak Go jeszcze żadna dusza nie wielbiła” (Dzienniczek, 836). W Dzienniczku Siostry Faustyny często spotykamy opis jej modlitw wstawienniczych za dusze konkretnych ludzi, których życie już się kończyło i którzy znajdowali się w stanie agonii. Swoją modlitwą towarzyszyła im w chwilach decydujących zmagań między siłami ciemności i zła, a nadzieją w zwycięskie Boże miłosierdzie. W przeddzień Wigilii Świąt Bo-żego Narodzenia 1936 roku odwiedziła ją w szpitalu s. Chryzostoma. W pewnej chwili siostra ta, spostrzegając zmienioną twarz s. Faustyny, powiedziała do niej: „Wiesz, Faustynko, pew-nie umrzesz; strasznie siostra musi być cierpiąca. – Odpowiedziałam, że dzisiaj więcej cierpię niż w inne dni, ale to nic, dla ratowania dusz to nie jest za wiele”. I natychmiast zwróciła się do Chrystusa z aktem strzelistym: „O Jezu miłosierny, daj mi dusze grzeszników” (Dzienni-czek, 842). Daj mi dusze grzeszników! Da mihi animas, caetera tolle! – „Daj mi dusze, resztę zabierz [dla siebie]!”. To zawołanie św. Jana Bosko, później zaś również kardynała Augusta Hlonda i arcybiskupa Antoniego Baraniaka, znajdujemy także w Dzienniczku Siostry Fausty-ny. Wyraża się w nim najbardziej głęboka solidarność: z jednej strony z Miłosiernym Jezu-sem poprzez łączone z Nim osobiste cierpienia, a z drugiej z tymi wszystkimi ludźmi, których wieczne zbawienie całkowicie zależy od łaski Bożego miłosierdzia. O taką solidarność w 1917 roku w Fatimie prosiła Matka Najświętsza Łucję, Franciszka i Hiacyntę, polecając im, aby do każdej dziesiątki różańca dodali specjalną modlitwę, w której znalazłyby się słowa: „O mój Jezu, (…) zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż zwłaszcza tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”. Taka też solidarność objawiła się u Siostry Faustyny w piątek 13 września 1935 roku, kiedy to błagała Boga następującymi „wewnętrznie słyszanymi” słowami: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo naj-milszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa za grzechy nasze i świata całego; dla Jego bolesnej Męki miej Miłosierdzie dla nas” (Dzienniczek, 475). Modląc się tak, Siostra Faustyna uczuła w swojej duszy „moc łaski Jezusa” i – jak zapisała w Dzienniczku – „w tej samej chwili zostałam porwana przed stolicę Bożą. O, jak wielki jest Pan i Bóg nasz i niepojęta jest świętość Jego. Nie będę się kusić opisywać tej wiel-kości, bo niedługo ujrzymy Go wszyscy, jakim jest” (Dzienniczek, 474). Te pełne ufności słowa stanowią jakże piękne, osobiste i przekonujące potwierdzenie tego, co pisał święty Piotr: „Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorod-nych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczal-nego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Je-zusa Chrystusa. Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzi-cie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz” (1 P 1, 6-9). O wiarę, która okaże się w nas „o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota”, o łaskę miłosierdzia „dla nas i całego świata”, o niewzruszoną nadzieję osiągnięcia tej radości nie-wymownej i pełnej chwały, która jest związana z naszym zbawieniem, za wstawiennictwem Świętej Faustyny prośmy podczas tej świętej Eucharystii miłosiernego Boga. Niech nie za-braknie nam tej ufności, z którą w krakowskim Prądniku Siostra Faustyna zaczynała Nowy Rok 1937: „Jezu miłosierny, z Tobą pójdę odważnie i śmiało w walkę i boje. W imię Twoje wszystkiego dokonam i wszystko zwyciężę. Boże mój, Dobroci nieskończona, proszę Cię, niechaj mi towarzyszy zawsze i we wszystkim nieskończone miłosierdzie Twoje” (Dzienni-czek, 859).Amen.
Opublikowano: 2015-08-01 22:01:17+02:00 · aktualizacja: 2015-08-03 11:22:04+02:00 Dział: Kościół Kościół opublikowano: 2015-08-01 22:01:17+02:00 aktualizacja: 2015-08-03 11:22:04+02:00 261130 Prezentujemy homilię abp. Marka Jędraszewskiego w 71. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Metropolita odprawił w katedrze w Łodzi Mszę św. w intencji wszystkich, którzy poświęcili swoje życie walcząc o wolną Polskę. Poniżej treść poruszającej homilii: W ludziach niemal wszystkich czasów i epok tkwiło pragnienie powrotu do utraconego niegdyś, w zamierzchłych czasach, ładu i harmonii. Pojawiało się ono między innymi w mitycznych ideach złotego wieku, który miał mieć miejsce za czasów panowania Kronosa. W przeciwieństwie do pogańskich mitologii, w Starym Testamencie pragnienie powrotu do pierwotnej sprawiedliwości miało charakter jak najbardziej realistyczny. Przyjmowało bowiem postać świętej instytucji Roku Jubileuszowego, o którym mówiło dzisiejsze pierwsze czytanie mszalne z Księgi Kapłańskiej. Obchodzono go raz na pięćdziesiąt lat. Wyrównywano wtedy najbardziej bolesne społeczne nierówności: każdy Izraelita mógł bowiem powrócić do swej własności i do swego rodu (por. Kpł 25, 10). Obchodom Jubileuszu przyświecały dwie zasady, zawsze wprawdzie obecne w judaizmie, ale które wtedy, w tym roku szczególnym nabierały niezwykłego blasku. Odnosiły się one do relacji z drugim człowiekiem i do relacji z samym Bogiem. Przyjmowały kształt następujących wezwań, jednego wyrażonego w postaci zakazu, a drugiego w postaci nakazu: „Nie będziecie wyrządzać krzywdy jeden drugiemu. Będziesz się bał Boga twego, bo Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (Kpł 25, 17). W nowym Testamencie zostały one uszlachetnione i wyniesione do rangi dwóch przykazań miłości Boga i bliźniego (por. Mt 22, 37-40). W listopadzie 1918 roku dla zdecydowanej większości Polaków nie ulegało najmniej wątpliwości, że odzyskana przez Polskę niepodległość, potwierdzona pokojem wersalskim w czerwcu 1919 roku, była swego rodzaju przejawem sprawiedliwości dziejowej, przezwyciężeniem krzywdy rozbiorów i powrotem do pierwotnego ładu panującego w Europie, a na pewno wyrazem Bożej Opatrzności, która nigdy, nawet w najbardziej trudnych chwilach, Polaków nie opuściła. Z kolei ani Niemcy, ani sowiecka Rosja nie chciały się z tym pogodzić. Uważały, że trzeba za wszelką cenę powrócić do granic z roku 1914, sprzed wybuchu Wielkiej Wojny. Kilkakrotnie podejmowane między nimi negocjacje w tej sprawie trwały właściwie już od czasu zawarcia pokoju w Wersalu, jednakże najbardziej złowieszczą postać przyjęły w podpisanym Moskwie w dniu 23 sierpnia 1939 roku układzie Ribbentrop – Mołotow. To właśnie wtedy wypito toast z okazji bliskiej już śmierci bękarta pokoju wersalskiego, jak wtedy nazwano Polskę. Nie dziwmy się, że obydwom państwom totalitarnym, niemieckiej III Rzeszy i Rosji radzieckiej, niezwykle daleko było do ducha żydowskiego Roku Jubileuszowego czy, tym bardziej, od chrześcijańskich przykazań miłości – to znaczy od gotowości uznania krzywd, jakie poprzez rozbiory Niemcy, Rosja wraz z Austrią wyrządziły w XVIII wieku Polsce i jakie przez cały wiek XIX pogłębiały, krwawo tłumiąc kolejne polskie zrywy powstańcze. Zarówno hitlerowskie Niemcy, jak też Rosja Lenina i Stalina były bowiem w swych najbardziej fundamentalnych założeniach antychrześcijańskie. Bezpośrednim skutkiem układu Ribbentrop – Mołotow stał się napad na Polskę w dniu 1 września 1939 roku ze strony Niemiec, oraz w dniu 17 września ze strony Rosji sowieckiej. Obydwóm państwom totalitarnym bynajmniej nie chodziło tylko o militarne pokonanie państwa polskiego. Chodziło im bowiem o fizyczne zniszczenie narodu polskiego w jego warstwie duchowej i kulturowej, i sprowadzenie go do roli ciemnych, ledwo wykształconych niewolników. Jeden z oficerów Wehrmachtu, hrabia Klaus von Stauffenberg, we wrześniu 1939 roku tak pisał o Polsce w liście do swej żony: „Co najbardziej rzuca się w tym kraju w oczy, to zaniedbanie. Nie tylko bezgraniczna bieda i nieporządek, lecz wrażenie, że wszystko, co wcześniej widziało lepsze czasy, dziś podupadło. Sytuacja na wsi i reforma rolna przyczyniły się w dużej mierze do pauperyzacji większych posiadaczy ziemskich. Miejscowa ludność to niewiarygodny motłoch, bardzo dużo Żydów i mieszańców. Naród, który, aby się dobrze czuć, najwyraźniej potrzebuje bata. Tysiące jeńców przyczynią się na pewno do rozwoju naszego rolnictwa. Niemcy mogą wyciągnąć z tego korzyści, bo oni są pilni, pracowici i niewymagający”. Tej postawie pogardy wobec Polaków, której wymownym wyrazicielem stał się wtedy Stauffenberg, towarzyszyło prawdziwie niemieckie, systematyczne niszczenie polskiej kultury. Bynajmniej nie przez przypadek obiektem niemieckich bombardowań we wrześniu 1939 roku stał się, niejako symbolicznie, Zamek Królewski w Warszawie. Samo zaś to miasto miało – w myśl hitlerowskich planów – zatracić swój charakter stolicy i stać się prowincjonalnym miastem Rzeszy, po lewej stronie Wisły zamieszkałym jedynie przez Niemców, a po prawej przez niewielką populację 30-80 tysięcy Polaków, sprowadzonych do roli niewolników. Wprawdzie budowa niemieckiego Warschau miała być podjęta dopiero po zwycięskiej dla III Trzeciej Rzeszy wojnie, jednakże przygotowania do wzniesienia tego „nowego niemieckiego miasta” zaczęto już późną jesienią 1939 roku. Polegały one na systematycznie prowadzonym przez hitlerowców procesie eksterminacji mieszkańców Warszawy. Do chwili wybuchu Powstania Warszawskiego straty jej ludności wynosiły około 680 tysięcy osób. Ostrze walki z Polakami i z polskością było wymierzone w pierwszym rzędzie przeciwko polskiej inteligencji. Tworzenie jej nowych pokoleń stało się zatem być albo nie być polskiego narodu. Stąd podziemne państwo polskie, które zrodziło się w czasach okupacji, wraz z swym zbrojnym ramieniem, jakim była przede wszystkim Armia Krajowa, ogromną wagę przywiązywało do tajnego kształcenia dzieci i młodzieży na wszystkich jego poziomach – od szkoły podstawowej po uniwersytet. Wraz z wielkim wysiłkiem edukacyjnym szło w parze heroiczne zmaganie o polską kulturę. Działalność konspiracyjnego Teatru Rapsodycznego w Krakowie, założonego w 1941 roku przez Mieczysława Kotlarczyka, w którym szczególnie wyróżniał się młody aktor, jeszcze niedawno student polonistyki UJ, Karol Wojtyła, może być tego najlepszym przykładem i równocześnie symbolem. W czasach okupacji, naznaczonych tak bezwzględną walką z kulturą polską, doskonale zdawano sobie sprawę z tej prawdy, której w 1980 roku, 36 lat po Powstaniu Warszawskim, dał świadectwo na forum UNESCO w Paryżu, odwołując się również do osobistych doświadczeń, Ojciec Święty Jan Paweł II. Wyznawał on wtedy: „Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, który wielokrotnie był przez sąsiadów skazywany na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg” (Jan Paweł II, Przyszłość człowieka zależy od kultury. Przemówienie wygłoszone 2 czerwca 1980 roku w UNESCO, n. 14). W czasach okupacji za wszystko groziła śmierć: że się było polskim inteligentem, że się było Żydem, że się należało do podziemia, że się pomagało Żydom, że się uczęszczało na tajne komplety, że konspiracyjnie kultywowało się polską kulturę, że się dało pochwycić Niemcom podczas ulicznej łapanki… Tę listę „za co groziła śmierć” można by wydłużać niemal w nieskończoność – a to dlatego, że u podstaw jej tworzenia znajdowała się brutalnie demonstrowana przez „rasę panów” pogarda dla Untermenschów – dla „podludzi”: pogarda bez granic. Odpowiedzią na nią mogło być tylko jedno: honor, który trzeba było wywalczyć i wybronić wraz ze słowem „Polska” na ustach i ze słowem „Bóg” w sercu. Mający zaledwie 21 lat, młody poeta, a równocześnie członek Grup Szturmowych Szarych Szeregów, później żołnierz oddziału „Agat”, „Pegaz” i „Parasol”, Józef Andrzej Szczepański, ps. „Ziutek”, w noc sylwestrową 1943 roku po raz pierwszy zadeklamował przed gronem kolegów swój słynny wiersz, zatytułowany: Dziś idę walczyć – Mamo!. Ciąg dalszy na następnej stronie. Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu. Prezentujemy homilię abp. Marka Jędraszewskiego w 71. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Metropolita odprawił w katedrze w Łodzi Mszę św. w intencji wszystkich, którzy poświęcili swoje życie walcząc o wolną Polskę. Poniżej treść poruszającej homilii: W ludziach niemal wszystkich czasów i epok tkwiło pragnienie powrotu do utraconego niegdyś, w zamierzchłych czasach, ładu i harmonii. Pojawiało się ono między innymi w mitycznych ideach złotego wieku, który miał mieć miejsce za czasów panowania Kronosa. W przeciwieństwie do pogańskich mitologii, w Starym Testamencie pragnienie powrotu do pierwotnej sprawiedliwości miało charakter jak najbardziej realistyczny. Przyjmowało bowiem postać świętej instytucji Roku Jubileuszowego, o którym mówiło dzisiejsze pierwsze czytanie mszalne z Księgi Kapłańskiej. Obchodzono go raz na pięćdziesiąt lat. Wyrównywano wtedy najbardziej bolesne społeczne nierówności: każdy Izraelita mógł bowiem powrócić do swej własności i do swego rodu (por. Kpł 25, 10). Obchodom Jubileuszu przyświecały dwie zasady, zawsze wprawdzie obecne w judaizmie, ale które wtedy, w tym roku szczególnym nabierały niezwykłego blasku. Odnosiły się one do relacji z drugim człowiekiem i do relacji z samym Bogiem. Przyjmowały kształt następujących wezwań, jednego wyrażonego w postaci zakazu, a drugiego w postaci nakazu: „Nie będziecie wyrządzać krzywdy jeden drugiemu. Będziesz się bał Boga twego, bo Ja jestem Pan, Bóg wasz!” (Kpł 25, 17). W nowym Testamencie zostały one uszlachetnione i wyniesione do rangi dwóch przykazań miłości Boga i bliźniego (por. Mt 22, 37-40). W listopadzie 1918 roku dla zdecydowanej większości Polaków nie ulegało najmniej wątpliwości, że odzyskana przez Polskę niepodległość, potwierdzona pokojem wersalskim w czerwcu 1919 roku, była swego rodzaju przejawem sprawiedliwości dziejowej, przezwyciężeniem krzywdy rozbiorów i powrotem do pierwotnego ładu panującego w Europie, a na pewno wyrazem Bożej Opatrzności, która nigdy, nawet w najbardziej trudnych chwilach, Polaków nie opuściła. Z kolei ani Niemcy, ani sowiecka Rosja nie chciały się z tym pogodzić. Uważały, że trzeba za wszelką cenę powrócić do granic z roku 1914, sprzed wybuchu Wielkiej Wojny. Kilkakrotnie podejmowane między nimi negocjacje w tej sprawie trwały właściwie już od czasu zawarcia pokoju w Wersalu, jednakże najbardziej złowieszczą postać przyjęły w podpisanym Moskwie w dniu 23 sierpnia 1939 roku układzie Ribbentrop – Mołotow. To właśnie wtedy wypito toast z okazji bliskiej już śmierci bękarta pokoju wersalskiego, jak wtedy nazwano Polskę. Nie dziwmy się, że obydwom państwom totalitarnym, niemieckiej III Rzeszy i Rosji radzieckiej, niezwykle daleko było do ducha żydowskiego Roku Jubileuszowego czy, tym bardziej, od chrześcijańskich przykazań miłości – to znaczy od gotowości uznania krzywd, jakie poprzez rozbiory Niemcy, Rosja wraz z Austrią wyrządziły w XVIII wieku Polsce i jakie przez cały wiek XIX pogłębiały, krwawo tłumiąc kolejne polskie zrywy powstańcze. Zarówno hitlerowskie Niemcy, jak też Rosja Lenina i Stalina były bowiem w swych najbardziej fundamentalnych założeniach antychrześcijańskie. Bezpośrednim skutkiem układu Ribbentrop – Mołotow stał się napad na Polskę w dniu 1 września 1939 roku ze strony Niemiec, oraz w dniu 17 września ze strony Rosji sowieckiej. Obydwóm państwom totalitarnym bynajmniej nie chodziło tylko o militarne pokonanie państwa polskiego. Chodziło im bowiem o fizyczne zniszczenie narodu polskiego w jego warstwie duchowej i kulturowej, i sprowadzenie go do roli ciemnych, ledwo wykształconych niewolników. Jeden z oficerów Wehrmachtu, hrabia Klaus von Stauffenberg, we wrześniu 1939 roku tak pisał o Polsce w liście do swej żony: „Co najbardziej rzuca się w tym kraju w oczy, to zaniedbanie. Nie tylko bezgraniczna bieda i nieporządek, lecz wrażenie, że wszystko, co wcześniej widziało lepsze czasy, dziś podupadło. Sytuacja na wsi i reforma rolna przyczyniły się w dużej mierze do pauperyzacji większych posiadaczy ziemskich. Miejscowa ludność to niewiarygodny motłoch, bardzo dużo Żydów i mieszańców. Naród, który, aby się dobrze czuć, najwyraźniej potrzebuje bata. Tysiące jeńców przyczynią się na pewno do rozwoju naszego rolnictwa. Niemcy mogą wyciągnąć z tego korzyści, bo oni są pilni, pracowici i niewymagający”. Tej postawie pogardy wobec Polaków, której wymownym wyrazicielem stał się wtedy Stauffenberg, towarzyszyło prawdziwie niemieckie, systematyczne niszczenie polskiej kultury. Bynajmniej nie przez przypadek obiektem niemieckich bombardowań we wrześniu 1939 roku stał się, niejako symbolicznie, Zamek Królewski w Warszawie. Samo zaś to miasto miało – w myśl hitlerowskich planów – zatracić swój charakter stolicy i stać się prowincjonalnym miastem Rzeszy, po lewej stronie Wisły zamieszkałym jedynie przez Niemców, a po prawej przez niewielką populację 30-80 tysięcy Polaków, sprowadzonych do roli niewolników. Wprawdzie budowa niemieckiego Warschau miała być podjęta dopiero po zwycięskiej dla III Trzeciej Rzeszy wojnie, jednakże przygotowania do wzniesienia tego „nowego niemieckiego miasta” zaczęto już późną jesienią 1939 roku. Polegały one na systematycznie prowadzonym przez hitlerowców procesie eksterminacji mieszkańców Warszawy. Do chwili wybuchu Powstania Warszawskiego straty jej ludności wynosiły około 680 tysięcy osób. Ostrze walki z Polakami i z polskością było wymierzone w pierwszym rzędzie przeciwko polskiej inteligencji. Tworzenie jej nowych pokoleń stało się zatem być albo nie być polskiego narodu. Stąd podziemne państwo polskie, które zrodziło się w czasach okupacji, wraz z swym zbrojnym ramieniem, jakim była przede wszystkim Armia Krajowa, ogromną wagę przywiązywało do tajnego kształcenia dzieci i młodzieży na wszystkich jego poziomach – od szkoły podstawowej po uniwersytet. Wraz z wielkim wysiłkiem edukacyjnym szło w parze heroiczne zmaganie o polską kulturę. Działalność konspiracyjnego Teatru Rapsodycznego w Krakowie, założonego w 1941 roku przez Mieczysława Kotlarczyka, w którym szczególnie wyróżniał się młody aktor, jeszcze niedawno student polonistyki UJ, Karol Wojtyła, może być tego najlepszym przykładem i równocześnie symbolem. W czasach okupacji, naznaczonych tak bezwzględną walką z kulturą polską, doskonale zdawano sobie sprawę z tej prawdy, której w 1980 roku, 36 lat po Powstaniu Warszawskim, dał świadectwo na forum UNESCO w Paryżu, odwołując się również do osobistych doświadczeń, Ojciec Święty Jan Paweł II. Wyznawał on wtedy: „Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, który wielokrotnie był przez sąsiadów skazywany na śmierć – a on pozostał przy życiu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie w oparciu o jakiekolwiek inne środki fizycznej potęgi, ale tylko w oparciu o własną kulturę, która okazała się w tym wypadku potęgą większą od tamtych potęg” (Jan Paweł II, Przyszłość człowieka zależy od kultury. Przemówienie wygłoszone 2 czerwca 1980 roku w UNESCO, n. 14). W czasach okupacji za wszystko groziła śmierć: że się było polskim inteligentem, że się było Żydem, że się należało do podziemia, że się pomagało Żydom, że się uczęszczało na tajne komplety, że konspiracyjnie kultywowało się polską kulturę, że się dało pochwycić Niemcom podczas ulicznej łapanki… Tę listę „za co groziła śmierć” można by wydłużać niemal w nieskończoność – a to dlatego, że u podstaw jej tworzenia znajdowała się brutalnie demonstrowana przez „rasę panów” pogarda dla Untermenschów – dla „podludzi”: pogarda bez granic. Odpowiedzią na nią mogło być tylko jedno: honor, który trzeba było wywalczyć i wybronić wraz ze słowem „Polska” na ustach i ze słowem „Bóg” w sercu. Mający zaledwie 21 lat, młody poeta, a równocześnie członek Grup Szturmowych Szarych Szeregów, później żołnierz oddziału „Agat”, „Pegaz” i „Parasol”, Józef Andrzej Szczepański, ps. „Ziutek”, w noc sylwestrową 1943 roku po raz pierwszy zadeklamował przed gronem kolegów swój słynny wiersz, zatytułowany: Dziś idę walczyć – Mamo!. Ciąg dalszy na następnej stronie. Strona 1 z 2 Publikacja dostępna na stronie:
homilia abpa jędraszewskiego tekst