pan tadeusz cytaty kto mówi

Opis przyrody fragmenty pan tadeusz. Mickiewicz, Pan Tadeusz, Księga IV, wersy 69-80) Temat: Mickiewicz jako piewca dziwnych uroków zwyczajności. Przedstaw analizę i interpretację wybranego fragmentu opisu przyrody z „Pana Tadeusza". Adam Mickiewicz zawarł w „Panu Tadeuszu" liczne opisy przyrody. Uczniowie często pomijają je przy Pan Tadeusz, Inwokacja - Litwo, ojczyzno moja! W pierwszych wersach inwokacji Pana Tadeusza poeta zwraca się do ojczystej Litwy porównując ją do zdrowia. Uzasadnienie tego porównania nasuwa nieuchronne skojarzenia z fraszką "Na zdrowie" Jana Kochanowskiego, bowiem i Mickiewicz pisze o tym, że ojczyznę docenia się naprawdę dopiero Chcę być babcią, doczekać się tuzina wnuków.”. „Z popiołów chaosu i zniszczenia rodzi się prawdziwa matczyna miłość.”. „Wolę być zimną suką niż matką Polką.”. „Bycie matką to nie tyle sam poród, ile twarz, której wypatruje się w tłumie.”. „Macierzyństwo to nie jest dbanie o własne szczęście. to Pan Tadeusz nie może być zatem gatunkowo uznany za epos, choć nawiązuje do jego tradycji. Mickiewicz jednak zrezygnował z naśladowania klasycznej formy na rzecz twórczego przekształcenia znanych motywów literackich. Pan Tadeusz jako arcydzieło literatury światowej Inne cechy „Pana Tadeusza”, które nie wpisują się we wzór - Tadeusz rozmawia z Telimena, która chce wymusić na nim ślub. Jednak Tadeusz odpycha ją i mówi, że nie ma zamiaru się żenić, że wyjeżdża. Telimena zarzuca mu, że została oszukana i wykorzystana przez niego. W efekcie Tadeusz wychodzi i chce utopić się w stawie. 5. Kto zaatakował dwór w Soplicowie? - Hrabia. 6. Online Bekanntschaft Meldet Sich Nicht Mehr. Jesteś w:Ostatni dzwonek -> Pan Tadeusz W dziele występują obok siebie dwie formy narracyjne. W Inwokacji, niektórych fragmentach utworu, zakończeniu i Epilogu ujawnia się narrator, będący podmiotem lirycznym, który wypowiada się w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Podmiot liryczny w początkowych wersach ujawnia swoje odczucia, mówi o osobistej tęsknocie za ojczyzną, ujawnia swój stosunek do świata przedstawionego. Są to bezpośrednie wynurzenia „ja” lirycznego. Podmiot liryczny można utożsamić z poetą. Wynika to z zastosowania zwrotu „Litwo! Ojczyzno moja!” oraz opisaniu autentycznego zdarzenia. Mały Mickiewicz zachorował i został ofiarowany pod opiekę Matki Boskiej, dzięki czemu odzyskał zdrowie: „jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem, (gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę I zaraz mogłem pieszo do twych świątyń progu Iść za wrócone życie podziękować Bogu)” [Ks. I, 8-12]. Jednocześnie podmiot liryczny utożsamia się z rodakami, pozostającymi w rozproszeniu po Europie i bez ojczyzny i mówi: „Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono” [Ks. I, 13]. To utożsamienie z emigrantami widoczne jest również w Epilogu, nacechowanym refleksjami, dotyczącymi życia na obczyźnie i coraz większym podziałem emigracji, które poeta kontrastuje z idylliczną wizją świata poematu. Również i tu ujawnia się podmiot liryczny w pierwszej osobie liczby pojedynczej: „O gdybym kiedy dożył tej pociechy, Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy” [Epilog, 107-108] W dalszych Księgach Pana Tadeusza pojawia się narrator wszechobecny, wtopiony w społeczeństwo, o którym opowiada, i zarazem obiektywny. Jest on obserwatorem, który ze szczegółami oddaje wierność zachodzących wydarzeń, piewcą piękna natury, pozostaje jednak na zewnątrz świata przedstawionego. Czasem rolę narratora przejmują sami bohaterowie, co szczególnie widoczne jest w gawędziarskich opowieściach stara się przybliżyć portrety psychologiczne bohaterów, opowiadając o ich działaniach, lecz emocje postaci czytelnik poznaje dzięki zastosowaniu „mowy pozornie zależnej”, czyli przytaczania słów bohaterów. Dzięki temu świat przedstawiony w utworze to nie tylko obiektywna relacja wszechobecnego narratora, ale także subiektywne odczucia uczestników opisywanej historii. Jednoczesne ujawnienie się narratora wszechobecnego i podmiotu lirycznego, następuje w końcowych wersach Pana Tadeusza: „I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, A com widział i słyszał, w księgi umieściłem” [Ks. XII, 862-863]Szybki test:W dalszych Księgach „Pana Tadeusza” pojawia się narrator:a) wszechobecnyb) wszystkie odpowiedzi są poprawnec) obiektywnyd) wtopiony w społeczeństwoRozwiązanieEmocje postaci czytelnik poznaje dzięki:a) dystansowi narratorab) obiektywnemu opisowic) zastosowaniu mowy pozornie zależnejd) występowaniu podmiotu lirycznegoRozwiązanieW „Inwokacji”, niektórych fragmentach utworu, zakończeniu i „Epilogu„ ujawnia się narrator:a) będący podmiotem lirycznymb) wypowiadający się w trzeciej osobie liczby pojedynczejc) wszechwiedzącyd) utożsamiający się z bohateramiRozwiązanie Zobacz inne artykuły:Partner serwisu: kontakt | polityka cookies Dodał/a: TheAmmannka Dodał/a: Karolina Dodał/a: Skyler Dodał/a: fimmtudagur Dodał/a: ursa90 Dodał/a: swirszczu Dodał/a: TheAmmannka Dodał/a: konto usunięte Dodał/a: Jagoda Dodał/a: Irmina Dodał/a: Karolina Dodał/a: TheAmmannka Dodał/a: Książkomaniaczka Dodał/a: Irmina Dodał/a: GreenGirl23 Dodał/a: swirszczu Dodał/a: TheAmmannka Dodał/a: Savoir-vivre Dodał/a: Animi Dodał/a: Adelajda Dodał/a: swirszczu Dodał/a: Franciszek Dodał/a: swirszczu Dodał/a: konto usunięte Dodał/a: Adelajda Dodał/a: shockadelica Dodał/a: solitude Dodał/a: FannyBrawne Dodał/a: Mroczne-Strony Dodał/a: Belisa11 KSIĘGA SIÓDMA. RADA. TREŚĆ. Zbawienne rady Bartka, zwanego Prusak. — Głos żołnierski Maćka Chrzciciela. — Głos polityczny pana Buchmana. — Jankiel radzi ku zgodzie, którą Scyzoryk rozcina. — Rzecz Gerwazego, z której okazują się wielkie skutki wymowy sejmowej. — Protestacja starego Maćka. — Nagłe przybycie posiłków wojennych zrywa naradę. — Hejże na Soplice! Z kolei Bartek poseł rzecz swą wyprowadzał. Ten, że często na strugach[1] do Królewca chadzał, Nazwany był Prusakiem od swych spółrodaków Przez żart, bo nienawidził okropnie Prusaków, 5 Choć lubił o nich gadać. Człek podeszły w lata, W podróżach swych dalekich wiele zwiedził świata, Gazet pilny czytelnik, polityki świadom, Mógł więc niemało światła udzielić obradom. Ten rzecz tak kończył: „Nie jest to, Panie Macieju, 10 Bracie mój, a nas wszystkich Ojcze Dobrodzieju, Nie jest to marna pomoc. Jabym na Francuzów Spuścił się w czasie wojny, jak na czterech tuzów:[2] Lud bitny, a od czasów pana Tadeusza Kościuszki, świat takiego nie miał genijusza 15 Wojennego, jak wielki cesarz Bonaparte. Pamiętam, kiedy przeszli Francuzi przez Wartę, Bawiłem zagranicą wtenczas, w roku Pańskim Tysiącznym osiemsetnym szóstym; właśnie z Gdańskiem Handlowałem, a krewnych mam wiele w Poznańskiem. 20 Jeździłem ich odwiedzić; więc z panem Józefem Grabowskim[3], który teraz jest rejmentu szefem, A podówczas żył na wsi blisko Obiezierza, Polowaliśmy sobie na małego zwierza. Był pokój w Wielkopolszcze, jak teraz na Litwie, 25 Wtem nagle rozeszła się wieść o strasznej bitwie. Przybiegł do nas posłaniec od pana Todwena, Grabowski list przeczytał, krzyknął: „Jena! Jena![4] Zbito Prusaków na łeb, na szyję, wygrana!“ Ja, z konia zsiadłszy, zaraz padłem na kolana, 30 Dziękując Panu Bogu. — Do miasta jedziemy, Niby dla interesu, niby nic nie wiemy; Aż tu widzimy: wszystkie landraty, hofraty,[5] Komisarze i wszystkie podobne psubraty Kłaniają się nam nisko; każdy drży, blednieje, 35 Jako owad prusaczy[6] gdy wrzątkiem kto zleje. My śmiejąc się, trąc ręce, prosim uniżenie O nowinki, pytamy, co słychać o Jenie? Tu ich strach zdjął, dziwią się, że o klęsce owej Już wiemy; krzyczą Niemcy: „achary Got! o wej!“[7] 40 Spuściwszy nos, do domów, z domów dalej w nogi — O, to był rwetes! Wszystkie wielkopolskie drogi Pełne uciekających. Niemczyska jak mrowie Pełzną, ciągną pojazdy, które lud tam zowie Wageny i fornalki; mężczyźni, kobiety 45 Z fajkami, z imbryczkami, wleką pudła, bety,[8] Drapią, jak mogą. A my milczkiem wchodzim w radę: Hejże na koń, pomieszać Niemcom rejteradę! Nuż landratom tłuc w karki, z hofratów drzeć schaby, A herów oficerów łowić za harcaby[9] — 50 A jenerał Dąbrowski wpada do Poznania I cesarski przynosi rozkaz: Do powstania! W tydzień jeden, tak lud nasz Prusaków wychłostał I wygnał, na lekarstwo Niemcabyś nie dostał! Gdyby się tak obrócić i gracko i raźnie, 55 I u nas w Litwie sprawić Moskwie taką łaźnię? He, co myślisz Macieju? Jeśli z Bonapartem Moskwa drze koty, to on wojuje nie żartem: Bohater pierwszy w świecie, a wojsk ma bez liku! He, cóż myślisz, Macieju, nasz ojcze Króliku?“ 60 Skończył. Czekają wszyscy Macieja wyroku. Maciej głowy nie ruszył, ani podniósł wzroku, Tylko ręką kilkakroć uderzył po boku, Jak gdyby szabli szukał. (Od zaboru kraju Szabli nie nosił, przecież z dawnego zwyczaju, 65 Na wspomnienie Moskala, zawsze rękę zwracał Na lewy bok, zapewne Rózeczki swej macał; I stąd był nazywany powszechnie Zabokiem). Już wzniósł głowę, słuchając w milczeniu głębokiem. Maciej oczekiwanie powszechne omylił, 70 Nachmurzył brwi i znowu głowę na pierś schylił. Nakoniec odezwał się, zwolna każde słowo Wymawiając z przyciskiem, a w takt kiwał głową: „Cicho! skądże ta cała nowina pochodzi? Jak daleko Francuzi? kto nimi dowodzi? 75 Czy już wojnę zaczęli z Moskwą? gdzie i o co? Którędy mają ciągnąć? z jaką idą mocą? Wiele piechoty, jazdy? Kto wie, niechaj gada!“ Milczała patrząc na się kolejno gromada. „Radziłbym — rzecze Prusak — czekać bernardyna 80 Robaka, bo od niego pochodzi nowina; Tymczasem posłać pewnych szpiegów nad granicę I pocichu uzbrajać całą okolicę, A tymczasem ostrożnie całą rzecz prowadzić, Aby Moskalom naszych zamiarów nie zdradzić“. 85 „He! czekać? szczekać? zwlekać?“ przerwał Maciej drugi, Ochrzczony Kropicielem od wielkiej maczugi,[10] Którą zwał Kropidełkiem. Miał ją dziś przy sobie, Stanął za nią, na gałce zwiesił ręce obie, Na ręku oparł brodę, krzycząc: „Czekać! zwlekać! 90 Sejmikować! Hem, trem, brem, a potem uciekać! Ja w Prusach nie bywałem; rozum królewiecki Dobry dla Prus, a u mnie jest rozum szlachecki. To wiem, że kto chce bić się, niech kropidło chwyta; Kto umierać, ten księdza niech woła, i kwita! 95 Ja chcę żyć, bić! Bernardyn po co? czy my żaki? Co mi tam Robak! otóż my będziem robaki, I dalej Moskwę toczyć! Trem, bdrem, szpiegi, wzwiady, Wiecie wy, co to znaczy? — Oto, że wy dziady, Niedołęgi! He, Bracia! to wyżla rzecz tropić, 100 Bernardyńska kwestować, a moja rzecz: kropić, Kropić, kropić i kwita!“ — Tu maczugę głasnął, Za nim cały tłum szlachty: „Kropić! kropić!“ wrzasnął. Poparł stronę Chrzciciela Bartek, zwan Brzytewka, Od szabli cienkiej, tudzież Maciej, zwan Konewka, 105 Od sztućca, który naszał, z gardłem tak szerokiem, Że zeń, jak z konwi, tuzin kulek lał potokiem. Oba krzyczeli: „Wiwat Chrzciciel z Kropidełkiem!“ Prusak chciał mówić, ale zgłuszono go zgiełkiem I śmiechem. „Precz — wołano — precz Prusaki, tchórze! 110 Kto tchórz, niech w bernardyńskim chowa się kapturze!“ Wtem znowu głowę zwolna podniósł Maciej stary, I zaczęły cokolwiek uciszać się gwary: „Nie drwijcie — rzekł — z Robaka; znam go, to ćwik klecha, Ten robaczek większego od was zgryzł orzecha. 115 Raz go tylko widziałem: ledwiem okiem rzucił, Poznałem, co za ptaszek; ksiądz oczy odwrócił, Lękając się, żebym go nie zaczął spowiadać, Ale to rzecz nie moja, wiele o tem gadać! On tu nie przyjdzie, próżno wzywać bernardyna. 120 Jeśli od niego wyszła ta cała nowina, To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna! Jeśli prócz tej nowiny nic więcej nie wiecie, Więc pocoście tu przyszli? i czego wy chcecie?“ „Wojny!“ — krzyknęli. „Jakiej?“ — spytał. Zawołali: 125 „Wojny z Moskalem! bić się! Hajże, na Moskali!“ Prusak wciąż wolał, a głos coraz wyżej wznosił; Aż posłuchanie częścią ukłonem wyprosił, Częścią zdobył swą mową krzykliwą i cienką. „I ja chcę bić się — wołał tłukąc się w pierś ręką — 130 Choć Kropidła nie noszę, drągiem od wiciny Sprawiłem raz Prusakom czterem dobre chrzciny, Którzy mię po pjanemu chcieli w Preglu topić“.[11] „Toś zuch, Bartku — rzekł Chrzciciel — dobrze! kropić, kropić!“ „Ależ, najsłodszy Jezu! trzeba pierwej wiedzieć, 135 Z kim wojna? o co? trzeba to światu powiedzieć, — Wołał Prusak — bo jakże lud ruszy za nami? Gdzie pójdzie, kiedy, gdzie iść, my nie wiemy sami? Bracia Szlachta! Panowie! potrzeba rozsądku! Dobrodzieje, potrzeba ładu i porządku! 140 Chcecie wojny: więc zróbmy konfederacyją, Obmyślmy, gdzie zawiązać i pod laską czyją? Tak było w Wielkopolszcze: widzim rejteradę Niemiecką, cóż my robim? wchodzim tajnie w radę, Uzbrajamy i szlachtę i włościan gromadę; 145 Gotowi, Dąbrowskiego czekamy rozkazu, Nakoniec, hajże na koń! powstajem odrazu!“ „Proszę o głos!“ — zawołał pan komisarz z Klecka,[12] Człowiek młody, przystojny, ubrany z niemiecka. Zwał się Buchman, lecz Polak był, w Polszczę się rodził; 150 Nie wiedzieć pewnie, czyli ze szlachty pochodził, Lecz o to nie pytano, i wszyscy Buchmana Szacowali, iż służył u wielkiego pana, Był dobry patryjota, i pełen nauki, Z ksiąg obcych wyuczył się gospodarstwa sztuki, 155 I dóbr administracją prowadził porządnie; O polityce także wnioskował rozsądnie, Pięknie pisać i gładko umiał się wysławiać. Zatem umilkli wszyscy, kiedy jął rozprawiać: „Proszę o głos!“, powtórzył, podwakroć odchrząknął, 160 Ukłonił się i usty dźwięcznemi tak brząknął: „Preopinanci moi w swych głosach wymownych[13] Dotknęli wszystkich punktów stanowczych i głownych, Dyskusyją na wyższe wznieśli stanowisko; Mnie tylko pozostaje w jedno zjąć ognisko 165 Rzucone trafne myśli i rozumowania: Mam nadzieję w ten sposób sprzeczne zgodzić zdania. Dwie części w dyskusyi całej uważałem; Podział już jest zrobiony, idę tym podziałem. Naprzód: dlaczego mamy przedsiębrać powstanie? 170 W jakim duchu? to pierwsze, żywotne pytanie; Drugie rewolucyjnej władzy się dotycze. Podział jest trafny, tylko przewrócić go życzę. Naprzód zacząć od władzy; skoro pojmiem władzę, Z niej powstania istotę, duch, cel, wyprowadzę. 175 Co do władzy więc — kiedy oczyma przebiegam Dzieje całej ludzkości, i cóż w nich spostrzegam? Oto ród ludzki dziki, w lasach rozpierzchniony, Skupia się, zbiera, łączy dla wspólnej obrony, Obmyśla ją — i to jest najpierwsza obrada. 180 Potem każdy wolności własnej cząstkę składa Dla dobra powszechnego: to pierwsza ustawa, Z której jako ze źródła płyną wszystkie prawa. Widzimy tedy, że rząd umową się tworzy, Nie pochodząc, jak mylnie sądzą, z woli Bożéj. 185 Owóż rząd na kontrakcie oparłszy społecznym,[14] Podział władzy już tylko jest skutkiem koniecznym...“ „Otóż są i kontrakty! kijowskie czy mińskie? — Rzekł stary Maciej — owóż i rządy babińskie! Panie Buchman, czy Bóg nam chciał cara narzucić, 190 Czy djabeł, ja z Waszecią nie będę się kłócić: Panie Buchman, gadaj Waść jakby cara zrucić“.[15] „Tu sęk — krzyknął Kropiciel — gdybym mógł podskoczyć Do tronu i Kropidłem, plusk, raz cara zmoczyć, To jużby on nie wrócił, ni kijowskim traktem, 195 Ni mińskim, ni za żadnym Buchmana kontraktem; Aniby go wskrzesili z mocy Bożej popi, Ni z mocy Belzebuba. Ten mi zuch, kto kropi. Panie Buchman, Waścina rzecz bardzo wymowna, Ale wymowa szum, drum: kropić! to rzecz głowna“. 200 „To, to, to!“ — pisnął, ręce trąc, Bartek Brzytewka, Od Chrzciciela do Maćka biegając, jak cewka[16] Od jednej strony krosien przerzucana w drugą: „Tylko ty Maćku z Rózgą, ty Maćku z maczugą, Tylko zgódźcie się, dalbóg, pobijem na druzgi[17] 205 Moskala; Brzytew idzie pod komendę[18] Rózgi“. „Komenda — przerwał Chrzciciel — dobra ku paradzie; U nas była komenda w kowieńskiej brygadzie Krótka a węzłowata: Strasz, sam się nie strachaj, — Bij, nie daj się, — postępuj często, gęsto machaj; 210 Szach, mach!“ — „To — pisnął Brzytwa — to mi regulament![19] Poco tu pisać akta, poco psuć atrament? Konfederacji trzeba? o to cała sprzeczka? Jest marszałek nasz Maciej, a laska Rózeczka“. „Niech żyje — krzyknął Chrzciciel — Kurek na kościele!“ 215 Szlachta odpowiedziała: „Wiwant Kropiciele!“ Ale w kątach szmer powstał, choć w środku tłumiony, Widać, że się rozdziela rada na dwie strony. Buchman krzyknął: „Ja zgody nigdy nie pochwalam, To mój system!“[20] Ktoś drugi wrzasnął: „Nie pozwalam!“ 220 Inni z kątów wtórują. Nareszcie głos gruby Ozwał się przybyłego szlachcica Skołuby: „Cóż to Państwo Dobrzyńscy! A to co się święci? A my czy to będziemy z pod prawa wyjęci? Kiedy nas zapraszano z naszego zaścianku, 225 A zapraszał nas klucznik Rębajło Mopanku, Mówiono nam, że wielkie rzeczy dziać się miały, Że tu nie o Dobrzyńskich, lecz o powiat cały, O całą szlachtę idzie; toż i Robak bąkał, Choć nigdy nie dokończył i zawsze się jąkał, 230 I ciemno się tłumaczył. Wreszcie, koniec końców, My zjechali, sąsiadów wezwali przez gońców. Nie sami tu, Panowie Dobrzyńscy, jesteście, Z różnych innych zaścianków jest tu nas ze dwieście; Wszyscy więc radźmy. Jeśli potrzeba marszałka, 235 Głosujmy wszyscy; równa u każdego gałka. Niech żyje równość!“ Zatem dwaj Terajewicze[21] I czterej Stypułkowscy i trzej Mickiewicze Krzyknęli: „Wiwat równość!“ — stojąc za Skołubą. Tymczasem Buchman wołał: „Zgoda będzie zgubą!“ 240 Kropiciel krzyczał: „Bez was obejdziem się sami, Niech żyje nasz marszałek, Maciek nad Maćkami! Hej do laski!“ Dobrzyńscy krzyczą: „Zapraszamy!“ A obca szlachta woła w głos: „Nie pozwalamy!“ Rozstrycha[22] się tłum na dwie kupy rozdzielony, 245 I kiwając głowami w dwie przeciwne strony, Tamci: „Nie pozwalamy!“ — ci krzyczą: „Prosiemy!“ Maciek stary w pośrodku jeden siedział niemy, I jedna głowa jego była nieruchoma. Przeciw niemu stał Chrzciciel, zwieszony rękoma 250 Na maczudze, a głową na końcu maczugi Wspartą kręcił, jak tykwą[23] wbitą na kij długi, I na przemiany to wtył, to się naprzód kiwał, I ustawicznie: „kropić, kropić!“ wykrzykiwał. Wzdłuż izby zaś przebiegał Brzytewka ruchawy 255 Ciągle od Kropiciela do Macieja ławy. Konewka zaś powoli wszerz izbę przechodził Od Dobrzyńskich do szlachty, niby to ich godził; Jeden wciąż wołał: „Golić!“ — a drugi „Zalewać!“ Maciek milczał, lecz widno, że się zaczął gniewać. 260 Ćwierć godziny wrzał hałas, gdy nad tłum wrzeszczący, Ze środka głów wyskoczył w górę słup błyszczący. Był to rapier sążnistej długości, szeroki Na całą piędź, a sieczny na obadwa boki. Widocznie miecz teutoński[24], z norymberskiej stali 265 Ukuty; wszyscy milcząc, na broń poglądali. Kto ją podniósł? nie widać; lecz zaraz zgadniono: „To Scyzoryk! niech żyje Scyzoryk! — krzykniono, Wiwat Scyzoryk, klejnot Rębajłów zaścianku! Wiwat Rębajło, Szczerbiec, Półkozic, Mopanku!“ 270 Wnet Gerwazy (to on był) przez tłum się przecisnął Na środek izby, wkoło Scyzorykiem błysnął, Potem, wdół chyląc ostrze na znak powitania Przed Maćkiem, rzekł: „Rózeczce Scyzoryk się kłania. Bracia szlachta Dobrzyńscy! Ja nie będę radził 275 Nic a nic, powiem tylko, pocom Was zgromadził: A co robić, jak robić, decydujcie sami. Wiecie, słuch dawno chodzi między zaściankami, Że się na wielkie rzeczy zanosi na świecie; Ksiądz Robak o tem gadał, wszakże wszyscy wiecie?“ 280 „Wiemy!“ — krzyknęli. — „Dobrze. Owoż mądrej głowie — Ciągnął mówca spojrzawszy bystro — dość dwie słowie,[25] Nieprawdaż?“ — „Prawda!“ — rzekli. — „Gdy cesarz francuski — Rzekł Klucznik — stąd przyciąga, a stamtąd car ruski: Więc wojna; car z cesarzem, królowie z królami 285 Pójdą za łby, jak zwykle między monarchami, A nam czy siedzieć cicho? Gdy wielki wielkiego Będzie dusić, my duśmy mniejszych, każdy swego. Zgóry i zdołu, wielcy wielkich, małych mali, Jak zaczniem ciąć, tak całe szelmostwo się zwali, 290 I tak zakwitnie szczęście i Rzeczpospolita. Nieprawdaż?“ — „Prawda — rzekli — jakby z książki czyta!“ „Prawda — powtórzył Chrzciciel — krop, a krop i kwita!“ „Ja zawsze gotów golić“, — ozwał się Brzytewka; — „Tylko zgódźcie się — prosił uprzejmie Konewka — 295 Chrzcicielu i Macieju, pod czyją iść wodzą?“ Ale mu przerwał Buchman: „Niech się głupi godzą, Dyskusyje publicznej sprawie nie zaszkodzą. Proszę milczeć! Słuchamy, sprawa na tem zyska; Pan Klucznik ją z nowego zważa stanowiska“. 300 „Owszem — zawołał Klucznik — u mnie po staremu. O wielkich rzeczach myśleć należy wielkiemu: Jest na to cesarz, będzie król, senat, posłowie. Takie rzeczy, Mopanku, robią się w Krakowie, Lub w Warszawie, nie u nas, w zaścianku, w Dobrzynie; 305 Aktów konfederackich nie piszą w kominie Kredą, nie na wicinie, lecz na pergaminie. Nie nam to pisać akta, ma Polska pisarzy Koronnych i litewskich: tak robili starzy. Moja rzecz Scyzorykiem wyrzynać“. — „Kropidłem 310 Pluskać“ — dodał Kropiciel. — „I wykalać Szydłem“ — Krzyknął Bartek Szydełko, dobywszy swej szpadki. „Wszystkich was, — kończył Klucznik, — biorę tu na świadki, Czy Robak nie powiadał, że wprzód, nim przyjmiecie W dom wasz Napoleona, trzeba wymieść śmiecie? 315 Słyszeliście to wszyscy, a czy rozumiecie? Któż jest śmieciem powiatu? kto zdradziecko zabił Najlepszego z Polaków? kto go okradł, zgrabił, I jeszcze chce ostatki wydrzeć z rąk dziedzica? Któż to? Mamże wam gadać?“ — „A jużci Soplica 320 — Przerwał Konewka — to łotr!“ — „Oj, to ciemiężyciel!“ — Pisnął Brzytewka. — „Więc go kropić!“ — dodał Chrzciciel. „Jeśli zdrajca — rzekł Buchman — więc na szubienicę!“ „Hejże! — krzyknęli wszyscy — hajże na Soplicę!“ Lecz Prusak śmiał podjąć się Sędziego obrony, 325 I wołał z wzniesionemi ku szlachcie ramiony: „Panowie Bracia! aj! aj! a na Boskie rany! Co znowu? Panie Klucznik, czy Waść opętany? Czy o tem była mowa? Że ktoś miał warjata, Banita[26] bratem, to co? karać go za brata! 330 To mi po chrześcijańsku! Są tu w tem konszachty[27] Hrabiego. — Żeby Sędzia był ciężki dla szlachty, Nieprawda, dalibógże! To wy tylko sami Pozywacie go, a on zgody szuka z wami, Ustępuje ze swego, jeszcze grzywny[28] płaci. 335 Ma proces z Hrabią, cóż stąd? Obadwa bogaci; Niechaj pan drze się z panem, cóż to do nas braci? Pan Sędzia ciemiężyciel! On pierwszy zabraniał, Ażeby się chłop przed nim do ziemi nie kłaniał, Mówiąc, że to grzech. Nieraz u niego gromada 340 Chłopska, ja sam widziałem, do stołu z nim siada; Płacił za włość podatki, a nie tak jest w Klecku, Choć tam Waść, Panie Buchman, rządzisz po niemiecku. Sędzia zdrajca! My się z nim od infimy[29] znamy: Poczciwe było dziecko, i dziś taki samy; 345 Polskę kocha nad wszystko, polskie obyczaje Chowa, modom moskiewskim przystępu nie daje. Ilekroć z Prus powracam, chcąc zmyć się z niemczyzny, Wpadam do Soplicowa, jak w centrum polszczyzny: Tam się człowiek napije, nadysze Ojczyzny! 350 Dalbóg Dobrzyńscy! ja wasz brat, ale Sędziego Nie pozwolę pokrzywdzić, nie będzie nic z tego. Nie tak, Panowie Bracia, w Wielkopolszcze było: Co za duch! co za zgoda! aż przypomnieć miło! Nikt tam podobną fraszką nie śmiał rady mieszać!“ 355 „To nie fraszka — zawołał Klucznik — łotrów wieszać!“ Szmer wzmagał się. Wtem Jankiel posłuchania prosił, Na ławę wskoczył, stanął i nad głowy wznosił Brodę jak wiechę, co mu aż do pasa wisi; Prawą ręką zdjął zwolna z głowy kołpak lisi, 360 Lewą ręką jarmułkę zruszoną poprawił, Potem lewicę za pas zatknął i tak prawił, Kołpakiem lisim w kolej kłaniając się nisko: „Nu, Panowie Dobrzyńscy, ja sobie żydzisko; Mnie Sędzia ni brat, ni swat; szanuję Sopliców 365 Jak panów bardzo dobrych i moich dziedziców, Szanuję też Dobrzyńskich Bartków i Maciejów Jako dobrych sąsiadów, panów dobrodziejów; A mówię tak: Jeżeli Państwo chcą gwałt zrobić Sędziemu, to bardzo źle; możecie się pobić, 370 Zabić — a asesory? a sprawnik? a turma?[30] Bo w wiosce u Soplicy jest żołnierzy hurma, Wszystko jegry![31] Asesor w domu; tylko świśnie, Tak wraz przymaszerują, stoją jak umyślnie. A co będzie? A jeśli czekacie Francuza, 375 To Francuz jest daleko jeszcze, droga duża. Ja Żyd, o wojnach nie wiem, a byłem w Bielicy[32] I widziałem tam żydków od samej granicy; Słychać, że Francuz stoi nad rzeką Łososną,[33] A wojna jeśli będzie, to chyba aż wiosną. 380 Nu, mówię tak: czekajcie! wszak dwór Soplicowa Nie budka kramna, co się rozbierze, w wóz schowa I pojedzie — dwór, jak stał, do wiosny stać będzie; A pan Sędzia to nie jest żydek na arendzie, Nie uciecze, to jego można znaleść wiosną. 385 A teraz rozejdźcie się, a nie gadać głośno O tem, co było, bo to gadać, to daremno! A czyja łaska Panów Szlachty, proszę ze mną. Moja Siora powiła małego Jankielka, Ja dziś traktuję wszystkich, a muzyka wielka! 390 Każę przynieść kozicę, basetlę, dwie skrzypiec, A pan Maciek Dobrodziej lubi stary lipiec I nowego mazurka; mam nowe mazurki, A wyuczyłem śpiewać fein moje bachurki“. Wymowa lubionego powszechnie Jankiela 395 Trafiła do serc. Powstał krzyk, oklask wesela, Szmer przyzwolenia nawet za domem się szerzył; Gdy Gerwazy w Jankiela Scyzorykiem zmierzył. Żyd skoczył, wpadł w tłum; Klucznik wołał: „Precz stąd Żydzie! Nie tkaj palców między drzwi, nie o ciebie idzie! 400 Panie Prusak! że Waszeć sędziowską handlujesz Parą wicin mizernych, to już zań gardłujesz? Zapomniałeś, Mopanku, że ojciec Waszécin Spławiał do Prus dwadzieścia Horeszkowskich wicin? Stąd się zbogacił i on i jego rodzina, 400 Ba, nawet wszyscy, ilu was tu jest z Dobrzyna. Bo pamiętacie starzy, słyszeliście młodzi, Że Stolnik był was wszystkich ojciec i dobrodziéj. Kogóż on komisarzem słał do swych dóbr pińskich? Dobrzyńskiego! Rachmistrzów kogo miał? Dobrzyńskich! 410 Marszałkostwa, kredensu nie zwierzał nikomu,[34] Tylko Dobrzyńskim: pełno Dobrzyńskich miał w domu! On forytował[35] wasze w trybunałach sprawy, On wyrabiał u króla dla was chleb łaskawy, Dzieci wasze kopami pomieszczał w konwikcie 415 Pijarskim[36] na swym koszcie, odzieży i wikcie; Dorosłych promowował[37] także swym nakładem: A dlaczego to robił? że wam był sąsiadem! Dziś Soplica kopcami tyka waszych granic, Cóż kiedy wam dobrego zrobił on?“ — „Nic a nic! 420 — Przerwał Konewka — bo to wyrosło z szlachciury! A jak dmie się, phu, phu, phu, jak nos drze dogóry! Pamiętacie, prosiłem na córki wesele; Poję, nie chce pić, mówi: „Nie piję tak wiele, Jak wy szlachta; wy szlachta ciągniecie jak bąki!“ 425 Ot, magnat! delikacik z marymonckiej mąki![38] Nie pił; leliśmy w gardło, krzyczał: „Gwałt się dzieje!“ Czekaj-no, niech-no ja mu z Konewki naleję“. „Filut[39] — zawołał Chrzciciel — oj, i ja go kropnę Za swoje. Mój syn, było to dziecko roztropne, 430 Teraz tak zgłupiał, że go nazywają Sakiem,[40] A z przyczyny Sędziego został głupcem takim. Mówiłem: „Poco tobie leźć do Soplicowa? Jeżeli cię tam złowię, niech cię Bóg uchowa!“ On znowu smyk do Zosi, dybie przez konopie; 435 Złowiłem go, a zatem za uszy i kropię; A on beczy i beczy jak maleńkie chłopię: „Ojcze, choć zabij, muszę tam iść“, a wciąż szlocha — „Co tobie“? a on mówi, że tę Zosię kocha! Chciałby popatrzyć na nią! Żal mi nieboraka, 440 Mówię Sędziemu: „Sędzio, daj Zosię dla Saka“. On mówi: „jeszcze mała, czekaj ze trzy lata, Jak sama zechce“. Łotr! łże, już ją komuś swata. Słyszałem, już ja się tam na wesele wkręcę, Ja im łoże małżeńskie Kropidłem poświęcę“. 445 „I taki łotr — zawołał Klucznik — ma panować? I dawnych panów, lepszych od siebie rujnować? A Horeszków i pamięć i imię zaginie! Gdzież jest wdzięczność na świecie? — Niema jej w Dobrzynie! Bracia! chcecie bój z ruskim wieść imperatorem, 450 A boicie się wojny z Soplicowskim dworem? Strach wam turmy! Czyż to ja wzywam na rozboje? Broń Boże! Szlachta Bracia! ja przy prawie stoję. Wszak Hrabia wygrał, zyskał dekretów niemało; Tylko je egzekwować![41] Tak dawniej bywało: 455 Trybunał pisał dekret, szlachta wypełniała, A szczególniej Dobrzyńscy, i stąd wasza chwała Urosła w Litwie! Wszakże to Dobrzyńscy sami Bili się na zajaździe Myskim[42] z Moskalami, Których przywiódł jenerał ruski Wojniłowicz, 460 I łotr, przyjaciel jego, pan Wołk z Łogomowicz.[43] Pamiętacie, jak Wołka wzięliśmy w niewolę, Jak chcieliśmy go wieszać na belce w stodole, Iż był tyran dla chłopstwa a sługa Moskali; Ale się chłopi głupi nad nim zlitowali! 465 (Upiec go muszę kiedyś na tym Scyzoryku). Nie wspomnę innych wielkich zajazdów bez liku, Z których wyszliśmy zawsze, jak szlachcie przystało, I z zyskiem i aplauzem[44] powszechnym i z chwałą! Pocóż o tem wspominać? Dziś darmo pan Hrabia, 470 Sąsiad wasz, sprawę toczy, dekrety wyrabia, Już nikt z was pomóc nie chce biednemu sierocie! Dziedzic Stolnika tego, który żywił krocie, Dziś nie ma przyjaciela, oprócz mnie, Klucznika, I ot, tego wiernego mego Scyzoryka!“ 475 „I Kropidła — rzekł Chrzciciel — Gdzie ty, Gerwazeńku, Tam i ja, póki ręka, póki plusk plask w ręku. Co dwaj, to dwaj! Dalibóg, mój Gerwazy! ty miecz, Ja mam kropidło; dalbóg! ja kropię a ty siecz, I tak szach mach, plusk i plask; oni niech gawędzą!“ 480 „Toć i Bartka — rzekł Brzytwa — Bracia nie odpędzą; Już co wy namydlicie, to ja wszystko zgolę“. — „I ja — przydał Konewka — z wami ruszyć wolę, Gdy ich nie można zgodzić na obiór marszałka; Co mi tam głosy, gałki! U mnie insza gałka: 485 (Tu wydobył z kieszeni garść kul, dzwonił niemi) Ot gałki! — krzyknął — w Sędzię gałkami wszystkiemi!“ — „Do was — wołał Skołuba — do was się łączymy!“ — „Gdzie wy — krzyknęła szlachta — gdzie wy, to tam i my! Niech żyją Horeszkowie! wiwant Półkozice! 490 Wiwat Klucznik Rębajło! Hajże na Soplicę!“ I tak wszystkich pociągnął wymowny Gerwazy, Bo wszyscy ku Sędziemu mieli swe urazy, Jak zwyczajnie w sąsiedztwie, to o szkodę skargi, To o wyręby,[45] to o granice zatargi. 495 Jednych gniew, drugich tylko poburzała zawiść Bogactw Sędziego — wszystkich zgodziła nienawiść. Cisną się do Klucznika, podnoszą dogóry Szable, pałki — Aż Maciek, dotychczas ponury, Nieruchomy, wstał z ławy i wolnemi kroki 500 Wyszedł na środek izby, i podparł się w boki; I spojrzawszy przed siebie i kiwając głową, Zabrał głos, wymawiając zwolna każde słowo, Z przestankiem i przyciskiem: „A głupi! a głupi! A głupi wy! Na kim się mleło,[46] na was skrupi! 505 To, póki o wskrzeszeniu Polski była rada, O dobru pospolitem, głupi, u was zwada? Nie można było, głupi, ani się rozmowić, Głupi, ani porządku, ani postanowić Wodza nad wami, głupi! A niech-no kto podda 510 Osobiste urazy, głupi, u was zgoda! Precz stąd! Bo jakem Maciek, was, do milijonów Kroćset kroci tysięcy fur, beczek, furgonów Djabłów!!!...“ Ucichli wszyscy, jak rażeni gromem; Ale razem straszliwy powstał krzyk za domem: 515 „Wiwat Hrabia!“ On wjeżdżał na folwark Maciejów, Sam zbrojny, za nim zbrojnych dziesięciu dżokejów. Hrabia siedział na dzielnym koniu, w czarnym stroju; Na sukni orzechowy płaszcz włoskiego kroju, Szeroki, bez rękawów, jak wielka opona, 520 Spięty klamrą u szyi, spadał przez ramiona; Kapelusz miał okrągły z piórem, w ręku szpadę. Okręcił się i szpadą powitał gromadę. „Wiwat Hrabia! — krzyknęli — z nim żyć i umierać!“ Szlachta zaczęła z chaty przez okna wyzierać 525 I za Klucznikiem co raz ku drzwiom się napierać. Klucznik wyszedł, a za nim tłum przeze drzwi runął, Maciek resztę wypędził, drzwi zamknął, zasunął, I przez okno wyjrzawszy, raz jeszcze rzekł: „Głupi!“ A tymczasem się szlachta do Hrabiego kupi. 530 Idą w karczmę. Gerwazy wspomniał dawne czasy, Kazał sobie trzy podać od kontuszów pasy, Na nich ze sklepu karczmy beczki wydobywa Trzy: jedną miodu, drugą wódki, trzecią piwa. Wyjął goździe, wnet z szumem trysnęły trzy strugi, 535 Jeden biały jak srebro, krwawnikowy drugi, Trzeci żółty; troistą grają w górze tęczą, A spadając w sto kubków, we sto szklanek brzęczą. Wre szlachta. Tamci piją, ci Hrabiemu życzą Lat setnych, wszyscy, „Hajże na Soplice!“ krzyczą. 540 Jankiel wymknął się milczkiem, oklep; Prusak rownie, Niesłuchany, choć jeszcze rozprawiał wymownie, Chciał zmykać, szlachta w pogoń, wołając, że zdradził. Mickiewicz stał zdaleka, ni krzyczał, ni radził, Ale z miny poznano, że coś złego knuje, 545 Więc do kordów, i hajże! On się rejteruje, Odcina się, już ranny, przyparty do płotów, Gdy mu skoczył na odsiecz Zan i trzech Czeczotów.[47] Zaczem rozjęto[48] szlachtę, ale w tym rozruchu, Dwóch było ciętych w ręce, ktoś dostał po uchu. 550 Reszta wsiadała na koń. — Hrabia i Gerwazy Porządkują, rozdają oręże, rozkazy. Wkońcu wszyscy przez długą zaścianku ulicę Puścili się wcwał, krzycząc: „Hajże na Soplice!“

pan tadeusz cytaty kto mówi